Czy terapia z osobami z zaburzeniami narcystycznymi ma sens?

Wokół zabu­rzeń nar­cy­stycz­nych naro­sło wie­le mitów. Jeden z naj­częst­szych brzmi: „Nar­cyz się nie zmie­ni”, „nar­cy­zi nie cho­dzą na tera­pię” albo „to nie­ule­czal­ne”. Takie podej­ście nie tyl­ko znie­chę­ca oso­by, któ­re zma­ga­ją się z trud­no­ścia­mi nar­cy­stycz­ny­mi, ale też odbie­ra im nadzie­ję na zmia­nę. Tym­cza­sem współ­cze­sna psy­cho­te­ra­pia – i neu­ro­bio­lo­gia – mówią coś zupeł­nie innego.

Osobowości się nie ‘leczy’, ale można je zmieniać

Przede wszyst­kim war­to zro­zu­mieć, że zabu­rze­nia oso­bo­wo­ści nie są cho­ro­bą, któ­ra poja­wia się w doro­sło­ści. Nie da się „zacho­ro­wać” na zabu­rze­nie nar­cy­stycz­ne w wie­ku 40 lat, tak jak nie da się go „wyle­czyć” w sen­sie medycz­nym. Oso­bo­wość kształ­tu­je się we wcze­snym dzie­ciń­stwie i w okre­sie nasto­let­nim, two­rząc pewien trwa­ły szkie­let funkcjonowania.

Oso­bo­wość moż­na uela­stycz­niać.
Moż­na posze­rzać reper­tu­ar stra­te­gii radze­nia sobie.
Moż­na łago­dzić to, co sztyw­ne i bole­sne.
Moż­na uczyć się nowych reak­cji i redu­ko­wać te, któ­re pro­wa­dzą do cierpienia.

I to wła­śnie jest cel terapii.

Neurobiologia: mózg naprawdę może się zmieniać

Bada­nia nad neu­ro­pla­stycz­no­ścią poka­zu­ją, że doświad­cze­nia korek­tyw­ne – czy­li takie, któ­re są odmien­ne od wcze­śniej­szych, powta­rzal­nych i czę­sto krzyw­dzą­cych wzor­ców rela­cyj­nych – wpły­wa­ją na połą­cze­nia neu­ro­nal­ne. Szcze­gól­nie wzmac­nia­ją się połą­cze­nia mię­dzy hipo­kam­pem a korą przed­czo­ło­wą, odpo­wie­dzial­ny­mi za regu­la­cję emo­cji, reflek­sję i rozu­mie­nie siebie.

To nie dzie­je się jed­no­ra­zo­wo.
Zmia­na wyma­ga powta­rzal­nych doświad­czeń, czę­sto przez wie­le mie­się­cy, a cza­sem lat. Ale jest moż­li­wa – i dobrze udokumentowana.

Czego realistycznie można oczekiwać?

Tera­pia oso­by z nar­cy­stycz­ny­mi wzor­ca­mi funk­cjo­no­wa­nia nie pole­ga na tym, by wyko­rze­nić oso­bo­wość i stwo­rzyć nową. Celem jest uela­stycz­nie­nie sztyw­nych sche­ma­tów, tak aby:

  • poja­wia­ły się rza­dziej,
  • były słab­sze,
  • trwa­ły kró­cej,
  • nie nisz­czy­ły życia oso­by ani jej relacji.

Czy daw­ny wzo­rzec może się odzy­wać? Tak – zwłasz­cza w stre­sie, zmę­cze­niu czy prze­cią­że­niu emo­cjo­nal­nym. Ale to, co klu­czo­we: z cza­sem nie ma już takiej mocy, by domi­no­wać czy pro­wa­dzić do cierpienia.

W tera­pii oso­ba uczy się:

  • roz­po­zna­wać momen­ty, w któ­rych sta­ry mecha­nizm się uruchamia,
  • kie­ro­wać uwa­gę inaczej,
  • korzy­stać ze zdrow­szych spo­so­bów regulacji,
  • rozu­mieć wła­sne emo­cje i potrzeby,
  • budo­wać bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­ce relacje.

To ogrom­ny krok w stro­nę zmia­ny, nawet jeśli „zabu­rze­nie” nie zni­ka całkowicie.

Dlaczego mit o „braku nadziei” jest szkodliwy?

Nar­ra­cja „nar­cyz się nigdy nie zmie­ni” opie­ra się czę­sto na złej defi­ni­cji nar­cy­zmu, doświad­cze­niach osób skrzyw­dzo­nych oraz spo­łecz­nej zło­ści wobec zacho­wań nar­cy­stycz­nych. Jed­nak takie podejście:

  • styg­ma­ty­zu­je oso­by, któ­re chcia­ły­by pod­jąć terapię,
  • utrud­nia im zro­zu­mie­nie wła­snych trudności,
  • znie­chę­ca tera­peu­tów do pra­cy z tą gru­pą pacjentów,
  • utrwa­la fał­szy­we prze­ko­na­nie, że pew­ne oso­by są „poza zasię­giem pomocy”.

Tym­cza­sem psy­cho­te­ra­pia zabu­rzeń oso­bo­wo­ści – w tym nar­cy­stycz­nych – nale­ży dziś do dobrze opi­sa­nych i sku­tecz­nych form pracy.

A więc… czy terapia ma sens?

Tak. Choć nie w sen­sie „wyle­cze­nia” z cze­goś, co nie jest chorobą.

Tera­pia ma sens, bo pozwala:

  • zbu­do­wać zdrow­szą, bar­dziej adap­ta­cyj­ną for­mę oso­bo­wo­ści.
  • zmniej­szyć cier­pie­nie,
  • popra­wić funk­cjo­no­wa­nie,
  • ulep­szyć rela­cje,
  • zwięk­szyć ela­stycz­ność emo­cjo­nal­ną,
  • nauczyć się nowych spo­so­bów radze­nia sobie,

Zostaw odpowiedź