Jest taki moment w życiu rodzica, kiedy małe dziecko nagle przestaje być takie małe. Samodzielnie się ubiera, coraz sprawniej czyta, ma własne zdanie i coraz częściej mówi: „Ja sam”. Wiele osób właśnie wtedy odczuwa ulgę. Najtrudniejszy etap wydaje się już za nimi.
Tymczasem z perspektywy psychologa to dopiero początek bardzo ważnego okresu.
Między szóstym a dwunastym rokiem życia nie zachodzą już tak spektakularne zmiany jak w pierwszych latach życia. Nie pojawiają się pierwsze kroki ani pierwsze słowa. Rozwija się coś znacznie mniej widocznego, ale mającego ogromny wpływ na przyszłość – sposób myślenia, rozumienia siebie, budowania relacji i radzenia sobie z emocjami.
To właśnie wtedy dziecko stopniowo odkrywa, że świat nie jest tak prosty, jak wydawało się kilka lat wcześniej.
W gabinecie bardzo często słyszę od rodziców: „Próbowałam już wszystkiego. Mówiłam, żeby się uspokoił, oddychał, policzył do dziesięciu, ale nic nie działa”. Zwykle nie wynika to z braku zaangażowania dorosłych. Przeciwnie – większość z nich naprawdę chce pomóc swojemu dziecku i sięga po sposoby, które powszechnie uważa się za skuteczne.
Problem polega na tym, że nie wszystkie dzieci regulują emocje w taki sam sposób. Szczególnie u dzieci z ADHD, w spektrum autyzmu czy z trudnościami w przetwarzaniu sensorycznym układ nerwowy funkcjonuje nieco inaczej. To, co jednemu dziecku przynosi ukojenie, u innego może okazać się niewystarczające, a czasem nawet nasilić napięcie.
Coraz więcej badań pokazuje, że regulacja emocji nie zaczyna się od silnej woli ani od umiejętności „opanowania się”. Jej fundamentem jest sposób funkcjonowania układu nerwowego.
Temat ekranów od lat budzi wiele emocji. Rodzice trafiają do gabinetu z bardzo różnymi przekonaniami. Jedni obawiają się, że każda minuta spędzona przed telefonem czy tabletem szkodzi dziecku. Inni są przekonani, że skoro technologia jest dziś wszechobecna, nie ma sensu się nią przejmować.
Rzeczywistość, jak to często bywa, jest znacznie bardziej złożona.
Współczesne badania nie potwierdzają ani katastroficznych wizji, ani całkowitego braku wpływu ekranów na rozwój. Coraz wyraźniej pokazują natomiast, że znaczenie ma nie sam fakt korzystania z urządzeń elektronicznych, lecz sposób, w jaki stają się one częścią codziennego życia dziecka. Kluczowe okazują się rodzaj aktywności, wiek dziecka, pora dnia oraz to, co ekran zastępuje.
W gabinecie coraz częściej spotykam pary, w których po pewnym czasie okazuje się, że oboje funkcjonują w podobny sposób. Jedna osoba ma już rozpoznane ADHD lub spektrum autyzmu, druga trafia na diagnozę dopiero po latach. Bywa też odwrotnie – diagnozę otrzymuje dziecko, a rodzice, poznając jego sposób funkcjonowania, zaczynają rozpoznawać podobne cechy u siebie.
To doświadczenie ma odzwierciedlenie w wynikach badań. Analizy populacyjne prowadzone między innymi w krajach skandynawskich pokazują, że osoby z ADHD lub autyzmem częściej niż wynikałoby to z przypadku tworzą związki z partnerami o podobnym profilu neurorozwojowym. Nie jest to zjawisko wyjaśniane wyłącznie wspólnym środowiskiem czy rosnącą liczbą diagnoz. Najprawdopodobniej składa się na nie kilka nakładających się mechanizmów – psychologicznych, społecznych i biologicznych.
Relacje bliskie i styl przywiązania to fundament naszego funkcjonowania społecznego i regulacji emocji — zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłości. Teorie przywiązania Johna Bowlby’ego i Mary Ainsworth pokazują, że jakość wczesnej relacji z opiekunem kształtuje wewnętrzne modele relacji i wpływa na późniejsze funkcjonowanie w związkach i sytuacjach stresowych. W przypadku neuroatypowości, takiej jak autyzm (ASD) i ADHD, relacja między przywiązaniem a doświadczeniem społecznym jest bardziej złożona, ale stopniowo badania odsłaniają ważne zależności.
Rodzicielstwo dziecka neuroatypowego wymaga uważności na wielu poziomach. Nie tylko na zachowanie, emocje czy potrzeby sensoryczne, ale także na słowa, które do dziecka kierujemy. Dla dzieci w spektrum autyzmu czy z ADHD słowa dorosłych często mają większą wagę, są odbierane dosłownie, głęboko i zapamiętywane na długo. To, co mówimy, może regulować. Ale może też przeciążać, zawstydzać i zwiększać napięcie.
W ostatnich latach diagnoza zaburzeń opozycyjno-buntowniczych (ODD) stała się wyjątkowo częsta, szczególnie u dzieci i nastolatków ze spektrum autyzmu oraz ADHD.
Jednak coraz więcej specjalistów zaczyna podkreślać, że ODD nie jest autonomicznym „zaburzeniem osobowości dziecka”, ale zbiorem objawów, które powstają na skutek przeciążenia, cierpienia, braku wsparcia i chronicznego stresu.
Karty „Spektrum Autyzmu” zostały stworzone jako narzędzie do psychoedukacji osób w spektrum autyzmu oraz ich bliskich, terapeutów i specjalistów. Pomagają lepiej zrozumieć różnorodność doświadczeń autystycznych, nazywać potrzeby oraz budować samoświadomość. Zestaw opisuje ważne obszary funkcjonowania – od mocnych stron, przez przetwarzanie sensoryczne, po komunikację i regulację emocji.